tel. 505 066 595 Dzwoń od poniedziałku do piątku w godzinach 10.00-17.00 lub napisz@sundayismonday.com.

Ania Książek: You can do it.  Możesz wszystko, nawet jeśli się boisz. 0

Szukając kolejnej kobiety, z którą mogłabym porozmawiać o kobiecej sile, zamieszczam post na Facebooku:

"Kobiety, piszemy książkę.

Odezwijcie się, jeśli chcecie porozmawiać i podzielić się swoją historią."

Dość szybko odpowiada dziewczyna, która oznacza w komentarzu Anię Książek.

W ciągu kilku dni pisze do mnie Ania. Pochodzi z Łodzi i właśnie w Łodzi jest.

W krótkiej przerwie podróży przez świat.

Umawiamy się z Anią na spotkanie. Jest letni, rześki poranek, siadamy w ogródku kawiarni. Mam przed sobą delikatną blondynkę o jasnych, niebieskich oczach. Zastanawiam się, czy w podróży rozpoznają w niej czasem Słowiankę. Może Polkę, Rosjankę, Skandynawkę?

W kawiarni w centrum Łodzi, jest po prostu łodzianką. Na Filipinach, w Azerbejdżanie, Argentynie, dziewczyną z odległego świata.

Opowiada mi o motywach podróży i projekcie Exchange the world, który realizuje ze swoim Partnerem.

Mówi o swojej harcerskiej tożsamości, o życiu utkanym z zadawania sobie pytań i poszukiwania odpowiedzi.

Autostopowa podróż przez Patagonię, zdjęcie Andrea Pucci

 

Kim jestem, po co jestem na tym świecie? Jaki właściwie jest mój cel?

Ania zadała sobie te pytania wiele razy. Wiele razy udzieliła na nie odpowiedzi.

Z minuty na minutę , upewniam się że chcę poznać bliżej tą dziewczynę. Mówi prosto, klarownie – o swoich celach, życiu, podróży. I czasie, który poświęciła na to, żeby zrozumieć, jak nawigować własnym życiem, jakimi wartościami się kierować, a które odrzucać, bo nie są Jej.

Umawiamy się na kolejne, dłuższe spotkanie, które jest jedyną w tym roku szansą, by bliżej się poznać.

Kilka dni później Ania rusza z Andreą w dalszą podróż – tym razem w kierunku Ameryki Południowej.

Nasze spotkanie trwa kilka godzin i jest jak pływanie po jeziorze pełnym zakrętów, dzikich wirów. Trafiamy też szczęśliwie do kilku spokojnych przystani.

Ania jest od kilku tygodni w Polsce. Zatrzymała się w ramach krótkiej przerwy w podróży, którą odbywa ze swoim Partnerem.

Andrea jest Włochem. Poznali się w Portugalii.

Ania była tam na Erasmusie, Andrea na studiach doktoranckich.

Znali się już pewien czas, ale zaiskrzyło na jednej z imprez, którą skończyli jako ostatni maratonem rozmów do rana.

Od początku zadawał mi pytania, która kazały mi się zatrzymać, nie znałam na nie odpowiedzi. Andrea ma umiejętność patrzenia na sprawy z bardzo różnych perspektyw, przyglądania się im, analizowania. 

Ania nie długo potem wraca do Polski, ale po kilku tygodniach znów jedzie do Portugalii. Potem znów wraca do Polski. Rozmawiają, kiedy tylko nadarzy się okazja, a raz w miesiącu widują. Uczucie rośnie i po roku na odległość, przenoszą się wspólnie do Włoch.

Nauczyłam się godzinami gadać z ludźmi.

Zadawanie pytań było filarem jej harcerskiego życia. Niejedną noc spędziła na rozmowach o tym, jak zmienić świat.

Chodzili po górach i w trakcie tych wędrówek nieustannie gadali i tworzyli szkice projektów, które mogłyby pozytywnie zmienić czyjś los.

Gdzieś pomiędzy jednym, a drugim szczytem, pomiędzy kilometrami rozmów została drużynową.

Trudno mi spotykać się z ludźmi, którzy gadają głównie o pogodzie. Właściwie tego nie robię, unikam rozmów o błahostkach. Nie potrafię podejmować „nieważnych” decyzji. Gdzie wypić kawę, zjeść. Zupełnie nie przywiązuje do tego wagi.

Wspólnie z Andreą przeszli Camino de Santiago: trasę pielgrzymkową, która wiedzie do katedry Santiago de Compostela w Galicji, w północno-zachodniej  Hiszpanii.

Ania pokonała ją w sumie czterokrotnie: z przyjacielem trasą francuska, sama portugalską, z Andrea północną, a ostatnio we wrześniu wraz z Andreą pokonali znów trasę francuską i portugalską w przeciwnym kierunku.

Jeden z francuskich hosteli, który znajduje się na trasie, przygotował dla pielgrzymów specjalne duchowe karty z pytaniami, które można omawiać codziennie w podróży.

Mieli je ze sobą i często wybierali jedną, żeby pogadać. 

-Czego oczekujesz od drogi i siebie?

-Jakie emocje Ci towarzyszą?

-Jakiego kroku w swoim życiu nigdy byś nie powtórzył/a?

-Jakie doświadczenie wspominasz jako najbardziej przytłaczające?

-Kiedy ostatnio straciłaś/eś odwagę?

-Czy jest dla Ciebie „dom”?

-Czy otworzyłabyś/byś swój dom dla obcego, który szuka noclegu?

-Który okres Twojego życia był dla Ciebie najbardziej „ożywczy”?

-Co oznacza dla Ciebie powrót do domu? 

Pokonali wspólnie setki kilometrów. Nieustannie towarzyszyła im rozmowa.

Te rozmowy są budulcem mojej siły. Przy okazji, cały czas uczę się nie oceniać.

Ania, która swoje pierwsze 25 lat życia spędza jak drzewo, zakorzenione w Polsce, głównie w Łodzi, wraz z Andreą rozpoczyna życie nomadki.

Ich związek zaczął się od rozmów i na nich opiera.

Rozwija się w podróżach, które wypełniają ich wspólne życie.

Kluczowe jest, by być ze sobą szczerym, szukać odpowiedzi po co się żyje, o czym się marzy i wdrażać te marzenia w życie.

W ramach projektu Exchange the World byli w ponad 30 krajach, przeprowadzili więcej niż 300 rozmów ze Światozmieniaczkami i Światozmieniaczami, czyli osobami, które swoją codzienną pracą starają się zmieniać świat.

Spisane historie oparte na tych rozmowach znajdziesz TU i TU

Szczęście jest czymś w środku, niezależnym od okoliczności.

Znajomi dalsi i bliżsi często mówią, że jest odważna. Zaryzykowała, rzuciła wszystko i wyjechała.

Zdarza się też, że kompletnie nie rozumieją jej wyboru.

Mówią też często, że ma szczęście.

Tak, Ania w pewnym stopniu się zgadza.

Miała swobodny dostęp do edukacji, mogła nauczyć się języka.

Urodziła się w Europie, w Polsce. Jej sytuacja byłaby diametralnie inna, gdyby pochodziła np. z Filipin, czy Indonezji.

Mam możliwość się uczyć, mam co jeść. To stawia mnie jako Europejkę w uprzywilejowanej sytuacji. To szczęście, które wielu z nas ma tak po prostu, w wyniku urodzenia, wykorzystujemy jednak w zupełnie inny sposób.

Odpowiedzenie sobie na pytania: „Czego potrzebujesz w życiu? Co jest dla Ciebie najważniejsze?”, jest jej zdaniem kluczem do zrozumienia siebie. I szalenie istotne jest, żeby te pytania w ogóle sobie zadać.

Gdy jesteś wykształcona, twoi najbliżsi są zdrowi, masz kompletną swobodę, żeby podjąć decyzję o podróży. Wszystko jest kwestią wyboru, potrzeb, przekonań.

 

Bariloche, argentyński raj w Andach, zdjęcie Andrea Pucci

 

Podróż dookoła świata

Podczas kolejnej ze wspólnych wypraw, w Ani kiełkuje myśl, żeby wyruszyć w podróż dookoła świata. Dzieli się nią z Andreą. Zastanawiają się nad ewentualnym celem podróży, jej charakterem.

Decydują, że ich podróżowanie będzie miało społeczny wymiar Będą szukać ludzi, którzy swoim działaniem zmieniają mikro świat wokół. Prowadzą otwarte domy, społeczne biznesy, spółdzielnie, stowarzyszenia.

Będą spisywać ich historie i dzielić się nimi na swojej stronie.

Chcą rozprzestrzeniać ideę zmieniania świata na lepsze. Zostawić po sobie ślad pozytywnej zmiany, wydeptany od domu do domu, od organizacji do fundacji, od farmy do małej firmy.

Zanim jednak pomysł nabiera mocy, Ania dostaje propozycję pracy w Ashoce: międzynarodowej organizacji wspierającej innowacje społeczne. Ma możliwość działać w rozwiniętym ekosystemie, w ramach rozpoznawanej na całym świecie organizacji. Projekt wydaje się marzeniem i choć termin ich wyjazdu przypada za 5 miesięcy, Ania rozpoczyna współpracę z Ashoką.

Dość szybko odkrywa, że to nie jest jej miejsce. Jej szefowa jest świetnym człowiekiem, ale sam fakt, że jest szefową, że Ania ma funkcjonować w rozbudowanej organizacji jest przeszkodą dla jej niezależności, potrzeby sprawczości.

W pewnym momencie nie jest w stanie wstawać rano z łóżka, a wieczorem zrobić cokolwiek konstruktywnego.

Wie, że to najwyższa pora, by odejść.

Rób to szybko zanim zorientujesz się, że to głupie.

Proces przygotowań do wyjazdu nabiera tempa. Ania zdaje sobie sprawę, że czeka ją rozłąka z najbliższymi: mamą, rodziną, przyjaciółmi.

Nie po raz pierwszy rozstaje się z bliskimi.

Była już wiele razy za granicą: rok na Erasmusie, wiele miesięcy w podróży.

Podróż ciągnie ją jak grawitacja.

Razem z Andreą przygotowują zbiórkę crowdfundingową na platformach polakpotrafi i kickstarter. Ich  celem jest zebranie funduszy na bilet lotniczy, wizy i szczepienia. Akcje udają się ponad założone plany. Udaje im się zebrać przeszło 5000 PLN na polakpotrafi i ponad 1000 euro na kickstarterze.

W podróży nieustannie poszukują Światozmieniaczek i Światozmieniaczy.

Poznanie ich, spisanie historii, jest ich głównym celem.

Wierzą, że te opowieści mogą mieć realny wpływ na innych ludzi, zasiać ziarno zmiany.

Ciągle też uczą się czegoś nowego. W Tajlandii pomagają stworzyć kampanię marketingową promującą ekologiczny resort Wang Khunphrom Ecotourism, działający w ramach społeczności  Thai Jungle Life. Na położonej na zachód od malezyjskiego Borneo, wyspy Mantanani, pracują przy budowie Green Lounge, ekologicznego ośrodka turystycznego który jest jednocześnie szerszym projektem mającym na celu uratowanie wyspy przed totalnym zniszczeniem, przez zaśmiecenie. 

Kompletne zniszczenie przez lokalną ludność i turystów. 

Bez rutyny

Podróż, to także bycie ze sobą przez 24 godziny na dobę. Doświadczenie siebie w każdej możliwej odsłonie, stanie emocjonalnym, chwili mocy, czy słabości. To czasem bywa trudne, nie zawsze wygodne.

Ania i Andrea planują na bieżąco. Czasem nie wiedzą, gdzie będą nocować kolejnego dnia.

To ekscytujące, ale wywołuje też obawy.

Myślę, że w ogóle w życiu nie chodzi wcale o to, by się nie bać. Strach, jak każda inna emocja, jest nam potrzebny. Akceptuję więc go, ale nie pozwalam sobą rządzić. To strach ma służyć mnie, a nie na odwrót. Całą sobą podejmuję decyzję, że strach strachem, ale ja nie zamierzam rezygnować, dlatego tylko, że mój umysł podsuwa mi same czarne scenariusze. Oczywiście słucham go czasem: są miejsca, do których nie wchodzę, ludzie, z którymi się nie zadaje, rzeczy, których odmawiam. Zdarza się to jednak ostatecznie dość rzadko. Dużo przyglądam się mojemu strachowi, żeby odróżnić ostrzeżenia ważne od wydumanych. Nie jest to proste. Nie zawsze się udaje. Uczę się dopiero obserwować strach z dystansu. Dostrzegam go, kiedy przychodzi. Staram się zrozumieć, co chce mi powiedzieć. Ja zresztą sama mówię o nim otwarcie. Ostrzegam (przede wszystkim Andreę), że strach jest we mnie i może wpływać na moje reakcje. Nazywam go. Czasem wyobrażam sobie jak wygląda. Gdzie w moim ciele mieszka. Zauważony, doceniony, traci nieco ze swojej mocy. Staje się towarzyszem, ale nie szefem. Doradza, zamiast rządzić. (fragment z artykułu z bloga, 17022017 I znów o strachu,

(Fragment wpisu o strachu, czytaj TU)

Kto ma na mnie realny wpływ?

Ania nie do końca wierzy w globalne organizacje. Uważa, że ważniejsza jest indywidualna praca u podstaw, działania wielu ludzi, którzy są zorientowani na poprawę życia sąsiada, swojej rodziny, ludzi wokół. Istotne jest oddolne działanie, które szybuje do góry i ostatecznie jest przeciwwagą dla inicjatyw odgórnie podejmowanych przez jakiś rząd, zarząd, inne centralne ciało sprawcze.

Jej aktywność skupia się na stymulowaniu ludzi do aktywności, szerszego patrzenia na świat; przyjęcia postawy Światozmieniaczki i Światozmieniacza.

Jeśli uda się dotknąć życia jednej osoby i sprawić, by żyła pełniej, odnalazła sens, to jest najlepszy dowód na to, że warto działać.

Szuka ludzi podobnych do siebie. I chce nieustannie szerzyć ideę zmiany. 

To mnie rozpala na maksa. Kiedy ludzie wychodzą z naszych warsztatów i mówią, że było wow!. Gdy wiem, że dana historia kogoś zainspirowała, pociągnęła do działania!

Ludzie pytają ją często: Wyjeżdżasz? Jak zrobimy warsztat bez ciebie?

No właśnie, zrobicie go beze mnie!

Uczyć innych, jak uczyć, przekazywać wiedzę, inspirację, którą można samodzielnie transferować dalej. To jest właśnie esencja jej pracy.

Mówi, ze nie zależy jej na popularności. Jedynie na pozostaniu autentyczną. Kierowaniu się jasno określonymi wartościami, nie naginaniu się do czyichś oczekiwań, widzimisię.

Ania jest w tej sprawie bezkompromisowa.

Jestem asertywna i niezależna aż do bólu.

Energia, by wyruszyć w podróż bierze się z jej głębokiego poczucia niezależności, chęci decydowania o sobie. To przejawia się w codziennym życiu.

Mówi co czuje, co jest zgodne z jej przekonaniami. Nie chce rozmawiać na tematy, które jej nie pasują.

Jeśli ktoś z bliskich pyta, kiedy będzie miała dzieci, mówi jasno, że nie chce o tym rozmawiać.

Zdaję sobie sprawę ze swojej pewności siebie, z poczucia własnej wartości.

Ludzie czasem się mnie boją.

Być może obawiają się jej szczerości, bezkompromisowego, zgodnego z wartościami postrzegania świata i działania w życiu.

Ania chętnie dzieli się wiedzą, pomaga ludziom. Jednak zdecydowanie nie robi czegoś za kogoś. Może wytłumaczyć, jak złożyć wniosek o grant, ale nie przygotowuje go sama. Szanuje swoją energię, jasno określa granice swojego działania.

Gdy byłam małą dziewczynką widziałam ludzi w ciemnych lub jasnych barwach. Dosłownie: ktoś był jasny lub ciemny. Chciałam z nim być lub nie. Czułam jego dobrą energię lub nie.

Dziś, wchodząc na salę warsztatową wie z kim ma ochotę porozmawiać. Wyławia takie osoby spośród wielu. Ujmuje ją w ludziach autentyczność i życiowa pasja. Rozpoznaje ją w mgnieniu oka.

Poznając ludzi, lubi kierować się intuicją, odrzuca analizowanie, które przyćmiewa pierwsze, odarte z ciężaru racjonalności wrażenie. 

Podjęłam decyzję o byciu optymistką*

Ich podróż trwa już wiele miesięcy. Kiedy się spotykamy mają za sobą doświadczenia podróży po Azji południowo-wschodniej.

Kiedy to piszę, po kilku dniach autostopowania po Chile, docierają do kolejnego projektu platformy Workaway, Huertas A Deo.

To niesamowita inicjatywa, która wspiera lokalne, ekologiczne rolniczki z Curanipe. Istotnym elementem jest dokumentowanie wiedzy na temat tradycyjnego rolnictwa i ponowne wprowadzanie jej do powszechnego użycia. Tyle można się tu nauczyć!

Podróże rodzą refleksje.

Gdzieś głęboko, Ania pozbawiona jest złudzeń względem świata. Ludzkiej skłonności do okrucieństw, pożądania władzy, konsumpcyjnego systemu wartości. Szczególnie w Europie czuje to wyraźnie.

W Polsce dotyka ją też często, niezrozumiała agresja, jaką ludzie kierują wobec siebie.

Jadę autobusem i facet, który siedzi obok opowiada drugiemu, że połamie ręce swoje żonie – to kompletnie niezrozumiałe.

(...)

Najbardziej boję się Polaków w Polsce. Bardzo to przeżywam. Kraje, nacje to sztuczny twór. Nie lubię Polski. Nie wydaje mi się, że będę tu mieszkała. W zeszłym roku, byliśmy w Holandii. Kiedy powiedziałam, że jestem z Polski, poczułam napięcie. Kiedy Andrea mówi, że jest Włochem, budzi entuzjazm. 

 

Zmiana świata to zmiana nas samych

Trzeba oczywiście lobbować, aktywnie działać w kierunku zmian w prawie. To jednak zadanie dla innych, nie dla niej. Po 4 latach rządy się zmieniają, nie można liczyć na stabilność prawa, czy konsekwencji podejmowanych decyzji.

Tymczasem, codziennie jest tyle do zrobienia w kierunku pojedynczych osób. Po co czekać na zmiany w prawie, kiedy każdego dnia można dać drugiemu człowiekowi impuls do poprawy własnego życia, nadania mu sensu i kierunku.

Często ludzie wiedzą co robić, ale potrzebują mentoringu i wzmocnienia,

„Dasz radę!” – chcą słyszeć, by w to uwierzyć.

Oczywiście, gdy jest ku temu okazja i powód włączam się do manifestacji. Brałam udział w czarnym proteście; (przeciw zaostrzaniu ustawy antyaborcyjnej) oraz w manifestacjach przeciwko zmianom w ustawach o sądownictwie. Bardzo poruszają mnie takie wspólne działania. (przypisek: 2017r)

Jednak nie myślę o swojej roli w sensie zbawczym i misyjnym – staram się nie narzucać ludziom swoich poglądów, doświadczenia.

Trudne to, ale jakże potrzebne, kiedy prowadzi się warsztaty dla kobiet w muzułmańskiej wiosce.

Ania zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma realnego wpływu na życie i decyzje innych. Jej droga, doświadczenia i wartości mogą mogą stymulować innych do podjęcia działań na rzecz rozwoju, zmiany ale nie muszą. Rodzinne, kulturowe, polityczne, religijne, psychologiczne uwarunkowania ludzi splatają się ciasno jak warkocz, rozplatają czasem tu i ówdzie, tworząc niepowtarzalny splot.

Kobiety

Bardzo bliska, charyzmatyczna kobieta zainspirowała Anię do zaangażowania się w harcerstwo. Była dla niej mentorką. Dziś Ona czerpie inspirację z działań Ani.

Mama zawsze pozwalała mi samodzielnie podejmować decyzje. Nawet w błahych sprawach, miałam pewność, że mogę postąpić zgodnie ze swoim pomysłem.

Nigdy też nie powstrzymywała jej od wyjazdu, nie próbowała przekonać, że to zły pomysł.

Kobiece przyjaźnie były i są dla niej dużym wsparciem.

Jedna z dwóch najbliższych przyjaciółek, też harcerka, nadal dzieli z nią świat upleciony z pytań o sens i cel życia.

Także w czasie podróży nawiązuje czasem bliższe więzi z napotykanymi kobietami, szczególnie w okresach, kiedy podróżuje sama.

Uważa, że kobiece spotkania mają zupełnie inny wymiar, charakter. Mężczyźni wyraźnie zmieniają dynamikę grupy, zdarza się, że wprowadzają pierwiastek rywalizacji, blokują otwartość kobiet.

To nie oznacza, że kobiety i mężczyźni powinni działać osobno. Jednak kobiety we własnym gronie mają większą szansę przygotować się do równej współpracy z mężczyznami.

W Indonezji 100 dni po pogrzebie tworzą się systemy wzajemnego wspierania. Chciałabym żyć w społeczeństwie gdzie wszyscy się wspierają.  To nie muszą być grupy kobiece i męskie. Ważne, żeby były. Żeby można było na siebie liczyć.

Także w życiu stara się nie oddzielać mężczyzn i kobiet. Widzi przed sobą człowieka, bez względu na płeć, czy orientację seksualną.

Uważa się za feministkę.

Jednak nie w prostej formule, że kobieta robi karierę, a mężczyzna siedzi w domu i zajmuje się dziećmi. To poważne spłycenie, krzywdzące dla idei feminizmu.

Jest przeciwna wciskaniu ludzi w role tylko dlatego, że jest się kobietą, lub mężczyzna. Ma świadomość, że bycie kobietą, blondynką z Europy stawia ją w uprzywilejowanej pozycji.

Nie mówiąc już o tym, że pozwala złapać stopa w czasie krótszym niż 2 minuty. To ją trochę irytuje.

Uważa, że ludzie powinni mieć zapewnione równe szanse i taki sam dostęp do zasobów. Powinni współpracować i wzajemnie się wspierać, nie rywalizować. Działać na rzecz równości ludzi słabszych, z ograniczonym dostępem do edukacji, z niepełnosprawnościami.

Wielokrotnie uczestniczyła, a także współorganizowała kobiecy, feministyczny obóz FALa. 

Obozy trwały 10 dni, gromadziły nawet 60 kobiet. To był czas wielu trudnych rozmów, szukania konsensusu.

Ania wspomina, jak wiele wzajemnego szacunku było między nimi. Wszyscy bardzo otwarcie mówili o swoich potrzebach. Nie czuło się ciężaru wzajemnej oceny.

Czuła się tam dobrze jako kobieta, wolny człowiek.

Z punktu widzenia oczekiwań społecznych nie odpowiadam wymaganiom: nie lubię gotować, nie lubię dzieci. Andrea lubi jedno i drugie :)

Nie porozmawiam też o modzie, ubraniach, zrezygnowałam z makijażu - nic mnie to nie obchodzi. W typowo kobiecych tematach, w ogóle się nie odnajduję. Wiem natomiast, czego chcę od życia i to jest dla mnie najważniejsze. Chcę być zawsze szczera sama ze sobą. Bez poczucia, że poświęcam się dla kogoś.

Ciągle w podróży

Podróż to nieustająca praca. Czasem w poszukiwaniu ciepłego kąta, w nocnej Mołdawii, gdy za oknem minus 10. Najczęściej w poszukiwaniu ludzi, o których można napisać kolejną historię.

Razem z Andreą, gdy tylko jest okazja, prowadzą warsztaty, które uczą, jak samodzielnie zmieniać świat.

To także praca wolontaryjna w każdej możliwej postaci i miejscu.

W gospodarstwie ekologicznym w Turcji, w kambodżańskiej wiosce.

Czasem jednak tęskni za swoim kątem. Za pustym mieszkaniem, w którym będą sami, nie będą musieli z nikim rozmawiać.

Choć na co dzień właśnie rozmowa jest treścią ich podróżowania i życia.

Jest jak oddech, który raz na jakiś czas przyśpiesza, a potem chce się uspokoić, wyrównać do delikatnych, miarowych wdechów i wydechów.

Czasami jednak chce zwolnić. Do nikogo nic nie mówić. Medytować, milczeć.

Medytacja jest dla niej coraz ważniejsza, a jej praktykę zaczyna od skoku na głębię.

Mimo braku medytacyjnego doświadczenia, poddając się impulsowi zapisują się na 10 dniowy kurs vippasany, medytacyjnego, milczącego odosobnienia.

Bez słów, w ciszy, wiele godzin dziennie spędzają jedynie na medytacji. Byciu tylko ze sobą.

Wspomina ją, jako najdłuższe 10 dni życia oparte na niewygodzie, zmaganiu się z natrętnymi myślami, ze sobą. 

Zdecydowałam się na Vippasanę, bo czułam, że chce jej spróbować, jestem gotowa by jej doświadczyć. W ten sam sposób podjęłam decyzję, by wejść na Mont Blanc. Po prostu wiedziałam, że jestem gotowa.

 

Na jednym z setek chilijskich wulkanów, zdjęcie Andrea Pucci

 

Uwolnić się od pieniędzy

Używają pieniędzy w bardzo znikomym stopniu. Ich praca w większości opiera się na wymianie. Szacuje, że może 10 do 20 % ich całej aktywności jest wynagradzana. Pieniądze pochodzą z grantów (jak ten pozyskany przez ZHP, by wydać książkę „Światozmieniacze. Cel: Dobro”), czasem z datków. Od czasu do czasu, Ania dostaje propozycję poprowadzenia płatnego warsztatu. Czasem go prowadzi, czasem nie. Oprócz dostępności, ważne jest, czy temat jest jej bliski, zgodny z jej systemem wartości.  Nie prowadzi go tylko po to, żeby zarobić.

Mówi, że odmawianie płatnym ofertom daje jej niezwykłe poczucie siły, utwierdza w dokonanym wyborze, zakotwicza wokół wartości, które wybrała.

Stara się nie koncentrować na pieniądzach. Jest przekonana, że, 90% rzeczy które robi i tak by zrobiła, bez względu na to, czy otrzymałaby za to wynagrodzenie, czy nie.

Ania rozumie zasady i prawa rynku, jest świadoma świata w jego ekonomicznym wymiarze.

Współtworzyła projekt „Ekonomia jest kobietą”, kompleksowy program dotyczący kobiecej przedsiębiorczości, który z powodzeniem może być narzędziem dla każdego. Nie tylko dziewczyny i harcerki. 

Można znaleźć w nim scenariusze zajęć dotyczących powstawania pieniędzy, tworzenia harmonogramów, budżetów, zakładania własnej firmy. Także świadomego i odpowiedzialnego kupowania, zarówno w kontekście pochodzenia, warunków produkcji, jak i motywacji do zakupu wynikającej z chęci zaspokajania realnych potrzeb, a może chwilowych zachcianek.

Ania wybiera dziś życie oparte na jak najmniejszym udziale pieniądza, który przede wszystkim pomaga realizować potrzeby związane z podróżą. 

To też jasne, że są pewne wydatki, które trudno przewidzieć. Na początku podróży zgubiliśmy aparat fotograficzny. Koszty leczenia, ubezpieczeń także bywają wysokie.

(...)

Jednak od kiedy nie myślimy o pieniądzach one się pojawiają. 

Tylko inwestowanie w siebie mam sens

Ania uważa, że pieniądze zawsze można jakoś zdobyć, zarobić. Sama zmieniała pracę „miliony” razy. W ogóle nie ma w sobie obawy, że brak pieniędzy może być jakimkolwiek problemem. Nigdy nie pracowała na etacie i nie widzi przed sobą takiej perspektywy.

Dziś po ponad 2 latach w drodze, ma do opowiedzenia własną historię, połączoną z ponad 300 opowieściami Światozmieniaczek i Światozmieniaczy, którzy podzielili się z nimi doświadczeniami.

Jej historia jest jak polisa. Być może przepustka w zawodową przyszłość, która dziś nie ma nawet szkicu.

Ich podróż opiera się na prostej idei pomagania ludziom, bez oczekiwania wdzięczności w zamian.

Wciąż uczą się także przyjmować pomoc bez konieczności odwdzięczania się czy poczucia winy.

Ty dziś dasz światu, świat kiedyś odda Tobie. Takie myślenie jest bardzo uwalniające. Nie mam żalu, goryczy, oczekiwań, by ktoś się odwdzięczył. Kiedyś ją miałam. Dziś już nie.

Ania nie ma planu B na życie. Bierze świat taki jakim jest. To daje jej ogromną satysfakcję i radość. 

 

A kiedy będziesz miała pracę na serio?

Ludzie pytają o to czasem. O pracę na serio, o jej karierę, plany.

To że ktoś mi płaci to ma być praca? A jeśli nie płaci, pracą nie jest?

Ania od zawsze pomaga ludziom. Stara się być jak najbardziej dostępna. Czasem dostaje przy okazji wynagrodzenie. Traktuje swoje działanie bardzo serio. I ma też poczucie, że to co robi w żadnym stopniu nie powinno być warunkowane tym, czy ktoś jej za to zapłaci, czy nie: i tak by robiła, to co robi.

12 kilogramów potrzeb.

Jej plecak waży właśnie tyle. Więcej nie potrzebuje. Ani w podróży, ani poza nią.

Nigdy nie interesowała się trendami. Nie uzupełniała szafy o modne dodatki, ubrania z konkretnymi metkami. To jej po prostu nie interesowało.

Śmieje się, że jej mama jest dla niej przeciwwagą, zbieraczką.

Mama ma w szufladach rzeczy, które nie wiem do czego służą :).

Ciągle pyta siebie, co jest jej potrzebą, a co zachcianką. Bez czego naprawdę nie potrafi żyć. Kawa z lokalnej kawiarni jest miłym dodatkiem do życia. Komputer (kupiony w second-handzie), jest przedłużeniem ręki. Bez niego, historie Światozmieniaczek/y pozostałyby niespisane.

Kawiarniany styl życia jest wykreowany, choć przyjemny. Nie lubi sieciówek, ale są z Europy i często są do nich zapraszani.

To nie ma dla mnie znaczenia. Mogłabym wypić kawę w domu, w parku. Kawiarnie narzucają się trochę swoją wszechobecnością. Bywanie w nich jest spełnianiem zachcianek, sentymentalnym gestem, symbolem „bycia u siebie”.

Czasem tęskni za „swoim” jedzeniem. Po 9 miesiącach w Azji, brakowało im serów, wina, dobrej kawy. Wszystko to odnaleźli w Mołdawii, która była jednym z kolejnych przystanków na ich trasie.

Często też brakuje jej łóżka, krzesła prysznica. To prozaiczne sprzęty. Na co dzień, w normalnym stacjonarnym życiu nie zwraca się na nie uwagi. W podróży ich rola uwypukla się.

Trudy i wygoda są dwoma stronami tej samej karty - życia.

Jaki jest cel mojego bycia w świecie? Wiele osób powie szczęście. Inni – pozostawienie czegoś po sobie. A ja myślę, że w obu przypadkach chodzi w gruncie rzeczy o to samo. Myślę, że nie da się osiągnąć pełni szczęścia bez bycia użytecznym. Bez pozostawienia po sobie świata lepszego niż go zastaliśmy. Po przeprowadzeniu wywiadów z ponad setką Światozmieniaczy widzę wyraźnie, że to jedna z niewielu grup, która może powiedzieć: tak, jestem szczęśliwy/a. Moje życie ma sens.  (fragment z wpisu na blogu)

 

Pomagając birmańskim mnichom w kolekcjonowaniu jedzenia dla 2000 ludzi w potrzebie,

zdjęcie Andrea Pucci

 

Rozmowa z Anią, pozwoliła mi lekko zarysować wartości, które niesie w plecaku.

W jaki patrzy na świat, co popycha ją do życia w podróży.

Wiem, że nie poznałam jej naprawdę, nie towarzyszyłam jej w drodze, nie brałam udziału w żadnym warsztacie.

Ta rozmowa uzmysłowiła mi jednak wiele. Przede wszystkim, jak ważne jest zadawać sobie pytania.

Czy żyję w zgodzie z sobą?

Czy kogoś nie krzywdzę?

Czy to co robię jest użyteczne dla innych?

Na co zdecydowanie nie mogę się godzić?

Chcę badać dokładnie, co czuję w określonej sytuacji, w zetknięciu z drugim, czasem nieznajomym człowiekiem.

Wierzę, że warto zadawać sobie te i inne pytania nieustannie.

Badać, co się zmienia, bo przecież odpowiedzi, jakich udzieliłam sobie wczoraj, niekoniecznie aktualne są dziś.

Wiem też, że to ciągłe pytanie może być męczące, a odpowiedzi mogą wywoływać niewygodne emocje.

Przyzwyczaiłam się już jednak, że i w niewygodzie można odnaleźć pełnię.

A w bólu, spokój. 

PS Ania będzie nie długo w Polsce. 17 listopada organizuje w Katowicach bezpłatny warsztat dla osób zainteresowanych edukacją na rzecz świata. LINK do wydarzenia. 

Zajrzyj także na stronę projektu EXCHANGETHEWORLD i obejrzyj wystąpienie Ani na TEDx.

 

 

 

Komentarze do wpisu (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl